Chyba jestem uzależniona. Wstyd się przyznać i mówię to z nutą krytycyzmu, ale to stwierdzenie, które ostatnio dość często słyszałam, stało się prawdą! Już nie potrafię obojętnie przejść obok obiektu moich uzależnień, a chyba jedyną dobrą rzeczą dotyczącą tego faktu jest to, że potrafię się do tego przyznać. W sumie z trudem, ale podobno to już jakiś sukces. Widząc te wszystkie kolorowe lakiery stojące na półkach w sklepie, czekające na swoją właścicielkę po prostu nie mogę przejść obojętnie! Nie da się tego zrobić! Poza tym każdy kolor ma coś w sobie, każdy wygląda dobrze jeśli odpowiednio zestawi się go z bluzką, spódnicą itp. Więc mając w głowie już pewną wizję nie da się go nie kupić! To chyba naprawdę staje się moją obsesją, ale w sumie, jeśli nikomu ona nie szkodzi to niby czemu mam z niej rezygnować? : )
Dużo chciałoby się mieć, oj dużo. Moje ograniczone fundusze niestety nie pozwalają na kupienie wszystkich, których chcę, i dobrze z jednej strony, bo na jednym czy dwóch by się to nie skończyło. Ostatnio szaleję na punkcie pastelowych. Ale jak wiadomo nie można się obejść bez klasycznego, beżowego lakieru, więc i takie posiadam w swoich zbiorach. Nie można też zapominać o czerwonym, który sprawdza się na różne okazje. Chociaż jak dla mnie idealny jest właśnie beżowy, najlepiej jak najmniej odznaczający się od koloru skóry. Według mnie dobry zawsze, chociaż czasami zbyt nudny. Ostatnio spodobała mi się nowa kolekcja INGLOT. Zielenie ahh… już nawet o mały włos nie miałabym jednego z nich, ale ciężko się zdecydować na jakiś konkretny mając do wyboru dwanaście. Nie wspominając już o wszystkich, które tam były!


